środa, 09 wrzesień 2020 19:59

Dawid Stachyra: Jeszcze dwa miesiące temu nie wiedziałem nic (WYWIAD)

Dawid Stachyra i Bartosz Komsta Dawid Stachyra i Bartosz Komsta Jakub Malec

Połowa sezonu za nami. Przed tygodniem drużyny zaczęły walkę o punkty bonusowe. Jak Dawid Stachyra ocenia aktualne występy Rzeszowskiego Towarzystwa Żużlowego i swój wkład w dorobek zespołu? Czy czuje się pewnym miejsca w składzie? Zachęcamy do lektury wywiadu, w którym Bartosz Komsta szczegółowo przepytał reprezentanta RzTŻ, który po sześciu kolejkach zajmuje 22 miejsce w klasyfikacji zawodników.

 

Bartosz Komsta, RzTŻ: Sezon 2020 jest specyficzny i wyjątkowo krótki. Niedawno inaugurowaliśmy rozgrywki, a w piątek jedziemy już drugie spotkanie rewanżowe. RzTŻ do tej pory jedynie z pięcioma punktami w tabeli ligowej. Jak oceniasz pierwszą cześć sezonu w Waszym wykonaniu? Nikt nie mówił o awansie, ale chyba stać Was na więcej.

Dawid Stachyra: Zgadzam się. Sezon jest zdecydowanie za krótki. Jedyny pozytyw to szybkie dziesięć meczów i szybko można się wiele dowiedzieć. Nasze pięć punktów to za mało o co najmniej dwa. Uważam, że mecz z Poznaniem był do wygrania i koniec kropka. Bardzo pechowe zawody dla nas i finalnie zabrakło nam biegów, by odrobić stracić.

B.K.: Skoro poruszyłeś temat tego meczu, to zostańmy przy nim na chwilę. Nikt od Was nie oczekuje wygrywania wszystkiego po kolei, ale na swoim torze, przy takiej liczbie treningów powinniście być niepokonani. Kibiców szczególnie rozczarował właśnie mecz z drużyną z Poznania. Spodziewaliście się, że Poznań może sprawić taka niespodziankę? Byli tacy mocni, czy Wy dużo słabsi niż w meczu z Opolem?

Dawid Stachyra: W każdym sporcie, a tym bardziej żużlowym nie można lekceważyć żadnego rywala. Poznań dzień przed meczem dokonał wzmocnienia, które przyniosło dużo dobrego. Owszem, byliśmy osłabieni brakiem naszego krajowego lidera. Uważam jednak, że na przegranej zaważyły upadki, taśmy, wykluczenia. Było ich zbyt dużo. Niestety tak się czasem zdarza. Przegrana w domu boli. Dwa punkty powinny zostać w Rzeszowie. Niestety to już historia.

B.K.: Wielu kibiców absencję Dawida Lamparta  odczytała jako problemy finansowe i szukanie oszczędności. W obawie przed powtórką wydarzeń sprzed dwóch lat muszę o to spytać. Czy do tej pory klub rozlicza się z zawodnikami na bieżąco?

Dawid Stachyra: Nie chcę zajmować stanowiska w tej sprawie,  gdyż nie znam kulisów tej decyzji. To pytanie można skierować do osób sterujących tym okrętem. Osobiście nie widzę problemów w tym temacie. Prezes Jan Madej wykonuje kawał dobrej roboty, jak na debiutancki rok w roli prezesa klubu żużlowego. Angażuje się na 100% w sprawy klubowe. Bardzo to szanuje i podziwiam. Prezes stara się pomóc w każdym momencie, gdy tylko pojawia się najmniejszy problem i co najważniejsze - szybko znajduje skuteczne rozwiązania.

B.K.: Prezentujesz ewidentnie lepsza formę w meczach domowych niż na wyjazdach. Z czego to dokładnie wynika? Czy pamiętasz swoje wcześniejsze występy sprzed przerwy na innych torach? Kierujesz się swoimi „starymi” zapiskami? W jaki sposób wybierasz ustawienia motocykla podczas meczy wyjazdowych?

Dawid Stachyra: Dla mnie powrót do żużla po czterech latach przerwy to duże wyzwanie. Jest to duży rozbrat, powstała olbrzymia luka. Zapiski nadają się co najwyżej do kosza. Wszystko się pozmieniało. W domu trenujemy po dwa razy w tygodniu. Czuję się w miarę pewny i mocny. Tak na prawdę całe życie jeździłem w pierwszej lidze. Drugoligowe tory są poniekąd dla mnie zagadką. W Niemczech nie byłem nigdy, w Krośnie na „białym” torze po raz pierwszy, w Rawiczu może ze dwa razy. W domu każdy jest mocny, mi po takiej przerwie jeździ się dużo trudniej niż pozostałym.

B.K.:  Czy do tej pory po słabszych meczach padał temat odsunięcia Cię od składu? Były takie rozmowy?

Dawid Stachyra: Obawiałem się,  że po dwóch słabych wyjazdach mogę wypaść że składu. Na szczęście potrafię się obronić przyzwoitą jazdą w domu i chyba to zadecydowało.

B.K.: Jako syn trenera na pewno jesteś przygotowany na komentarze mówiące o Twoim pewnym miejscu w składzie właśnie z powodów rodzinnych. Ty jednak jesteś obecny niemalże na wszystkich treningach. Czy wobec tego Twoje miejsce w cotygodniowym składzie jest spowodowane tym, że na treningach prezentujesz się lepiej niż pozostali koledzy, z którymi rywalizujesz o miejsce w składzie?

Dawid Stachyra: Syn trenera to bardzo niewdzięczna i trudna rola. Mierze się z nią praktycznie od najmłodszych lat. Nie jest to dla mnie przeszkodą. Wiem, że muszę świecić przykładem i być przygotowany na 110% po to, ażeby nikt mi nic nie zarzucił.  Biorę udział we wszystkich treningach od początku roku. Ciężko trenuje, by nadrobić stracony czas.

Jeśli mam być szczery, to po paru treningach w ogóle nie obawiałem się tego,  że mogę nie znaleźć się wyjściowym składzie na inaugurację. Prezentowałem zdecydowanie najlepszą formę z Polaków poza Dawidem Lampartem. Z nim jest zdecydowanie najtrudniej wygrać, choć i to mi się czasem udaje. Dysponuję szybkimi startami i dobrym zapleczem sprzętowym. Na treningach przed meczem z Krosnem wygrywałem też z Lachbaumem. Nikt mi nie zarzuci tego, że wszedłem do składu kuchennymi drzwiami. To efekt mojej ciężkiej pracy na treningach.

B.K.: Jak oceniasz siły pozostałych zespołów na półmetku zmagań? Sąsiedzi zza między jadą jak walec i są do tej pory niepokonani. Czy ktoś będzie w stanie wygrać z Wilkami?

Dawid Stachyra: Zdecydowanie Krosno jest poza zasięgiem w naszej lidze i jeśli nie wydarzy się tam nic nadzwyczajnego to już niedługo będą świętować awans do pierwszej ligi. Inne drużyny? Każda jedzie zapewne o jak najlepszy wynik, każdy chce się pokazać z jak najlepszej strony. OK Bedmet Kolejarz Opole, wydawałoby się przed sezonem również główny kandydat do awansu, straciło bardzo dużo porażkami: u nas i u siebie z Krosnem. Wydaje się,  że temat awansu jest już rozstrzygnięty.

B.K.: Ten sezon to dla Ciebie powrót z dalekiej podróży. Jak oceniasz swoje wyniki? Czy Dawid Stachyra myśli już o przyszłym sezonie? Zostajesz przy żużlu na dłużej?

Dawid Stachyra: Zdecydowanie to jak lądowanie z Marsa! Jest ciężko. Jeszcze dwa miesiące temu nie wiedziałem nic. Dziś przy Hetmańskiej prezentuję się całkiem nieźle. Wydaje mi się, że nie ma wstydu. Z pewnością stać mnie na dwucyfrówki w każdym meczu i taki jest cel do końca sezonu. Zmorą są mecze wyjazdowe. Jeśli tam wskoczą punkty, to będzie na prawdę dobrze!

B.K.: Czy chcesz coś przekazać czytającym naszą rozmowę?

Dawid Stachyra: Drodzy Kibice! Jest to trudny rok dla nas. Budujemy nową przyszłość żużla w Rzeszowie. Nie potrzebny nam hejt, jaki do nas dociera. Pamiętajcie: kibicem się jest, a nie bywa! Pozdrawiam gorąco prawdziwych kibiców. Tych, którzy są z nami na dobre i na złe. Trzymajcie za nas kciuki.

Podziękowania dla moich sponsorów za wsparcie i pomoc: Firma Goodferry oraz ResHouse, Firma AMD Group, Nexoris, Stolaro oraz Osteria Bellanuna, Kraina Szczęścia przedszkole i żłobek, IT-shop24.pl, Aura Nova Rezydencja, Galmet Kowalik, SuviBox Catering Dietetyczny, Reskart Racing Tor Kartingowy, Apollo.pl oraz B3StudiO Haft & Reklama.